Autorskie

A lasy płoną…

W ostatnim czasie oprócz rozległego tematu, jakim jest epidemia koronawirusa, słyszymy także o płonących zasobach przyrodniczych w naszym kraju. Mowa tu o Biebrzańskim Parku Narodowym, który obejmuje w tym momencie nawet od 4 do 5 tysięcy hektarów. Naukowcy porównują obecną sytuację nie tylko do pożarów w Australii ale także do płonącej katedry Notre Dame. 

Pierwsze wiadomości o tym, że płonie największy polski park narodowy, pojawiły się w mediach z wtorku (21 kwietnia) na środę (22 kwietnia). Jednak trzeba zauważyć, że strażacy walczyli z ogniem już od niedzieli (19 kwietnia). Na początku informowano, że terenów trawionych przez płomienie jest około 1.5 tys. hektarów ale zaledwie po paru dniach pożar rozprzestrzenił się do 5 tys. hektarów. Takiej sytuacji na terenie parku jeszcze nie było. Rekordowo duże pożary z 2002 r. sięgały maksymalnie 2,5 tys. hektarów spalonej powierzchni. 

Dodatkowym problemem jest fakt, że strażacy nie mogli skorzystać w pełni z ciężkiego sprzętu, z uwagi na trudny teren. Sporą część drogi musieli pokonać pieszo,a każdy, nawet ugaszony pożar powierzchni mógł się tlić w torfowym podłożu. 

Pożar w Biebrzańskim Parku Narodowym oznacza ogromną tragedię przyrodniczą, która będzie bardzo trudna do naprawienia, dlatego wiele osób porównuje go do pożarów w Amazonii, Australii czy nawet do spalonej katedry Notre Dame. Na obszarze parku żyło dotychczas 280 gatunków ptactwa, niektóre z nich były bardzo rzadkie, np. cietrzew, rozmaite odmiany gęsi, kaczek, dzięciołów czy sów. Warto zadać sobie pytanie, jaka jest przyczyna pożaru na dość podmokłym terenie? Do tej pory większość pożarów miała tą samą przyczynę, czyli nieumyślne lub celowe wypalanie traw. Jak widać, pomimo ostrzegania Polaków o zagrożeniu i karalności takiego zachowania, wciąż znajdują się ludzie, którzy wiedzą lepiej. Susza w połączeniu z działalnością człowieka daje owoc w postaci pożarów, który na terenie Biebrzańskiego Parku Narodowego może nie być w tym roku ostatni. 

Jak daleko posunie się jeszcze ludzka bezmyślność? 

 

 

Małgorzata Janota